1970 Na ulicy Grzybowskiej

Metalowiec, listopad 1970 roku

Festiwalowe Obrachunki „Na ulicy Grzybowskiej”

Niedzielny wieczór. Chłodna, podszyta pierwszym mroźnym wiatrem duża sala zakładowego domu kultury ZWLE im. Róży Luksemburg TELAM. Pierwszy gong, przygasają światła i scena zaludnia się postaciami. Kraciaste czapki, czerwone chustki na szyjach, rozpięte marynarki, połatane wielkimi szmatami spodnie chłopców, długie jaskrawe spódnice i kwiaty we włosach dziewcząt.

Fot. Z. Przychodniak

Sceny z życia chłopców z Czerniakowa – przedwojennych „chojraków” i „cwaniaków”, stale na bakier z „panem władzą” i wyklętych przez ówczesny „przyzwoity” świat, którzy w tamtym – 39 roku stanęli w obronie miasta i ci, z którymi okupant nie mógł sobie poradzić przez długie pięć lat, choć ginęli na ulicach, barykadach, w lasach i daleko poza granicami swego miasta. I piosenki: o Felku Zdankiewiczu, o balu na Gnojnej, o niewiernej Hance, te późniejsze „siekiera, motyka”, o „naszych orłach”, aż wreszcie „nie masz cwaniaka nad warszawiaka”.

Świat Stanisława Grzesiuka – jego styl, nastrój, swoisty urok. Bo przecież to właśnie na podstawie jego książki „Boso, ale w ostrogach” powstał ten spektakl amatorskiego teatru – AKT-69 reżyserowany przez małżeństwo fanatyków robotniczej autentycznej kultury – Donkę i Andrzeja Madejów. Przedstawienie bardzo interesujące, warte pokazania wielu widowniom, choć dobrze by mu chyba zrobiły pewne skróty.

W czwartek, 5 listopada, w tej samej Sali nie było ustawionych rzędami krzeseł. Za długimi stołami, zastawionymi ciastkami i herbatą, zasiedli emeryci zakładowi; było ich chyba 300. Po oficjalnym spotkaniu z dyrekcją i przedstawicielami zakładu, przy fortepianie siadł znany piosenkarz Zbigniew Kancler, który bezinteresownie wypełnił drugą część spotkania.

W piątek odbywała się w klubie akademia, trwały kursy, przeprowadzano próby, wydawać by się mogło, że dzień nie ma tu końca. Istotnie, tempo prac tego domu kultury jest szybkie, miesięcznie „dzieje się” tu około 70 przedsięwzięć, wliczając próby, spotkania, koncerty. Samych imprez kulturalno-oświatowych jest w każdym miesiącu około 15.

Doceniam ten rozmach podczas prawie trzygodzinnej rozmowy z kierownikiem klubu – Maciejem Galochem, który „urząd” ten sprawuje tu już od 5 lat. Cienkie ściany pokoju kierownika nie tłumią reakcji Sali, a telefon dzwoni niemal bez przerwy: że, jutro trzeba zorganizować wieczornicę, że na Sali brakuje miejsc, że znów ciekną kaloryfery, że trzeba przyspieszyć próby.

– Można zwariować – mówi zupełnie spokojnie kierownik, znany dobrze w całym zakładzie z codziennej walki o rangę swojej działalności, i z… rudej, modnie przyciętej bródki. Kierownik to zresztą z prawdziwego zdarzenia: dawny „skolimowian”, aktor, instruktor teatralny i też fanatyk „swojego” teatru.

– Więc mówiliśmy o Festiwalu Związków Zawodowych. Rozpoczęliśmy go właśnie spektaklem „Nasza ulica” według Grzesiuka, 3 listopada wspólnie z klubem MPiK zorganizowaliśmy imprezę „Sztuka i zabawa” (spotkanie z pisarzem i plastykiem, występ AKTU-69, wieczorek taneczny), rozpoczynamy wieloetapowy konkurs „Związki zawodowe szkołą mas”, urozmaicony programem estradowym, bardzo zależy nam na „rozkręceniu” ogólnozakładowego konkursu „Czy znasz swój zakład”, o nagrodę samorządu robotniczego.

Mając na uwadze intensyfikację życia kulturalnego załogi powołaliśmy przy wydziałowych radach zakładowych trzyosobowe zespoły, które będą współorganizatorami imprez. Są już opracowane plany ich działalności, uwzględniające rozszerzenie naszej działalności we wszystkich środowiskach zakładowych.

Najmocniejszym naszym atutem festiwalowym jest oczywiście teatr. Mamy zamiar przygotować m. In. „Cichy Don”. Jest dobry zespół estradowy, ale niestety sprzęt po 6-letniej eksploatacji (po 100 występów rocznie!) jest kompromitujący. Weźmiemy udział w obydwu okręgowych konkursach: poezji i literatury, wspólnie z zaprzyjaźnionymi Zakładami im. K. Świerczewskiego szykujemy się do „Turnieju warszawskich metalowców”.

Podczas Festiwalu będziemy ściśle współdziałać z radiowęzłem zakładowym, więcej musi się znaleźć w programach aktualności kulturalnych. Mamy też dobre tradycje wystaw, teraz projektujemy wystawy: fotografii amatorów zakładowych i poświęconą naszym Brygadom Pracy Socjalistycznej. Są to oczywiście fragmenty naszego programu festiwalowego, jest on naprawdę obszerny, ale przecież trwać będzie cały rok i chyba „Metalowiec” o nas nie zapomni…

– Czego oczekuję po festiwalu? Pewnie, że chciałbym by teatr zdobył jakąś nagrodę, ale przede wszystkim marzę o nowych ludziach, których zarazić można bakcylem sztuki amatorskiej, o nowych talentach, o widowni większej, niż ilość miejsc w naszej Sali, o kulturze w każdej postaci we wszystkich wydziałach zakładu. I o tym, żeby zakładowe „czynniki” okazywały tej pracy więcej zainteresowania, serca i… czasu.

Kończę swój wywiad i wiem, że za AKT-69 będę „trzymać kciuki”. Bo kultura różnymi chadza drogami, ale na ulicę Grzybowską trafia każdego dnia.
KRYSTYNA ŁOWIŃSKA

Ten wpis został opublikowany w kategorii Boso ale w ostrogach i oznaczony tagami . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.